Komentarze czytelników »
aktualności
dodana: 16.08.2012

Pani Bovary nad brzegami Durance

Tytułowa bohaterka powieści Marcela Pagnola ma wszelkie przesłanki ku temu, aby zostać kolejnym wcieleniem bovaryzmu w literaturze francuskiej. To przecież nic innego, jak przejmujący rozziew między marzeniami, wywołanymi przez lekturę romansów, a rzeczywistością, uosobioną w postaci męża w piekarskim fartuchu i z ciastem spływającym ze spracowanych dłoni, prowadzi młodą kobietę do ucieczki, która jest swoistym zaczynem tej „piekarskiej” intrygi. Skromna, pracowita, małomówna Aurelia, o której rękę starał się jej przyszły mąż przez 3 lata, ujawni swe drugie oblicze, umawiając się na schadzkę z pasterzem o 5 rano przed kościołem, biorąc udział w konnych wyprawach do odludnych zakątków i ostatecznie rozczarowując się nawet co do wyśnionego ideału. Tyle dokładnie wydarzeń wystarczy, żeby pogodną prowansalską mieścinę zamienić w gwarne targowisko, a jeżeli dodamy jeszcze do tego pogrążającego się w alkoholizmie zdradzonego męża i związany z tym kryzys w pieczeniu chleba – całość nabierze zaskakująco dramatycznego charakteru. Utwór Pagnola odznacza się ze wszech miar oryginalną strukturą. Zapowiada to już wstęp odautorski, ujawniający źródła powieściowego pomysłu (czy też raczej inną wersję opowieści prowadzącej do tego samego przesłania) – ostatecznie został rozwinięty na motywach opowiadania Jeana Giono Jean le Bleu. Co więcej, o Pagnolu można śmiało mówić jako o człowieku dwóch światów – pióra i X muzy. Ma to istotne znaczenie także dla omawianego utworu – wydana we Francji książka La femme du boulanger ukazała się w kolekcji „Les films qu’on peut lire”, prezentując tekst tak, jakby był on sztuką dramatyczną, z oznaczeniem postaci i didaskaliami. Akcja toczy się wartko, a tekstu szybko ubywa przed czytelnikiem, tak jak wypiekanych przez Aimabla chrupiących rogalików. Żona piekarza to, obok Chwały mojego ojca i Zamku mojej matki, kolejne świadectwo swoistego przeżycia wizerunku Prowansji, rodzinnej ziemi autora, skreślone z czułością, a zarazem wyrafinowaniem. We wspomnianym wstępie tak nobilituje on wydarzenie, o którym zaraz opowie: „Wyprawa w poszukiwaniu pięknej piekarzowej, na którą wyruszyli wszyscy mężczyźni z miasteczka, to była prawdziwa ludowa Iliada, poemat zarazem homerycki i wergiliański…” W istocie, tradycje bohaterskie (rycerskie) i sielankowe prezentują się tutaj w całym wachlarzu prowansalskich mitów, legend i postaci typowych. Tytułową żonę piekarza, obiekt lokalnych westchnień, według opinii męża nie interesuje fizyczny aspekt miłości, ma ona roztaczać urok i skłaniać męskie dusze do wydobywania tego, co w nich najszlachetniejsze. Taki obraz Aurelii stanowi przecież wyraziste nawiązanie do wizerunku kobiety, ukształtowanego właśnie w dworskiej kulturze Prowansji, pani serca, będącej w większej mierze duchowym ideałem niż towarzyszką codziennego życia. Nie zabrakło w powieści serenad śpiewanych pod oknami wybranki. W gruncie rzeczy Pagnol pokazuje czytelnikom prawdę o kobietach, które swym wyglądem wydają się „stworzone do miłości”, lecz okazuje się, że „miłość nie jest stworzona dla nich”. Dawna Provincia Romana nigdy, nawet w czasach największej średniowiecznej wielkości, nie była feudalnym gigantem, dlatego też powieściowy Markiz, rezydujący na zameczku, jest tylko nikłym odbiciem tradycji dworów, których kultura promieniowała na cały świat zachodni. Jak sam przyznaje, jego posiadłość trudno nawet nazwać zamkiem: „w moim zamku – który w rzeczywistości jest po prostu folwarkiem, lecz »uzamkowionym« przez moją w nim obecność”. Pagnol w swojej autobiograficznej książce nie ukrywa, że taka właśnie, mityczna Prowansja, zapisała się w jego pamięci: „Urodziłem się w mieście Aubagne, pod Garlabanem, na którym pasą się kozy, w czasach ostatnich pasterzy kóz”. W wielu znaczących decyzjach autorskich widać jednak, że nie zawsze zdoła się uciec od demitologizacji, od próby zdarcia tej czarownej, lawendowej zasłony, spoza której Prowansja ukazuje się, także współczesnym, jako ziemski raj. Karykaturalne przedstawienie większych i mniejszych przywar i ułomności człowieka jest przecież źródłem tak charakterystycznego humoru. Warto zaznaczyć, że to właśnie przedstawiciel tego wywołanego przez Pagnola sielankowego świata pasterskiego, wnosi pierwiastek zła do społeczności miasteczka, swoją zmysłowością burząc pewien porządek i rozbudzając pragnienia, które powinny pozostać uśpione. Co ciekawe, we wspomnieniach z dzieciństwa Pagnol przywołuje plotki, jakoby jego ojciec, kiedy matka oczekiwała narodzin pierworodnego, zalecał się do … piekarzowej właśnie! Pagnol dobrodusznie pozwala swoim bohaterom na błądzenie, wyjaśniając czytelnikom motywy ich postępowania: „ciało jest słabe – i stąd wynikło całe zło”. Lakoniczna i prosta jest relacja z pogrążania się w nieszczęściu: „Następnie kupił od Dziadka z Boucarles dużą beczułkę wina i drugą, mniejszą, wódki z wytłoczyn, mówiąc, że chce zrobić nalewkę z winogron. Winogron jednak nie kupił i to był początek nieszczęścia”. W tle głównego konfliktu na osi zdradzony małżonek – żona, autor wprowadza nas w świat małomiasteczkowej wspólnoty. Zdawać się może, że powodów do kłótni sąsiedzkich jest tu więcej niż w zaludnionym Paryżu. Drzewo rosnące na skraju jednego z ogrodów odbiera bezprawnie słońce właścicielowi, a sąsiadowi daje cień: „Twoje drzewa zabierają mi słońce. Nikt nie ma prawa zabierać cudzego słońca […] Może to ja powinienem się skarżyć? Mam piękne drzewa, a nie mogę korzystać z cienia, bo pada do jego ogrodu?” Zatem „miasteczko idiotów”, jak utrzymuje Nauczyciel, dociekliwy czytelnik „Le petit Provençal”? Jeżeli nawet tak, to chyba tylko w znaczeniu nadanym temu określeniu przez Fiodora Dostojewskiego. Nie bez przyczyny przypominam tu dzieła rosyjskiego pisarza, Żona piekarza staje się przecież także swoistym traktatem o winie i karze, o pochodzeniu zła i miłosierdziu, które okazuje się być nalepszą na nie bronią. Filozofia Markiza orzeka: „[…] grzech wymagający dochodów pleni się jedynie wśród tych, którzy je posiadają. Tymczasem mamy tu samych chłopów, którym – w obliczu zagrożeń płynących z mego przykładu – Ubóstwo zastępuje Cnotę”. Niewystarczalność takiego rozumowania wydaje się być udowodniona zdradą piekarzowej, która wcale nie wybrała sobie zamożnego kochanka, ale jeszcze dobitniej zachowaniem piekarza – pozostaje dobrodusznym człowiekiem wbrew przeciwnościom losu. Piekarz, w swej prostocie, wyznaje przecież: „Nie rozumiem, co mówią, ale widać, że z serca” i cieszy go takie, niepełne w pewnym sensie, postrzeganie. Myśl ta powraca w kilku miejscach utworu, przeistaczając się w ogólnikową sentencję, która głosi, że najważniejsze jest to, co w środku, m.in. w środku sklepu, a nie na wystawie, co w duszy, a nie w metryce, stąd też 20 lat różnicy wieku między małżonkami nie powinno odgrywać większej roli. Czytając i intepretując te słowa, nie sposób pominąć, poza „wyczuwalną”, słoneczną treścią Żony piekarza, pięknej szaty graficznej książki, Jeana-Jacquesa Sempé.
Magdalena Kowalska


dodana: 10.04.2012

"Żona piekarza"(www.siedmiogorogrod.blogspot.com

Zaskoczenie to pierwsze wrażenie jakiego doznałam po otrzymaniu książki. Zdziwiłam się, że książka jest dramatem i posiada tak niewielką liczbę stron. Ale tak jak i przy "Chwale mojego ojca..." tego samego autora spędziłam kolejny miły wieczór w Prowansji. Niemłody już piekarz Aimable przybywa wraz ze swą młodą żoną Aurelią do malutkiej francuskiej wioski, aby podjąć się fachu piekarza. Wszyscy mieszkańcy wioski są szczęśliwi gdyż chleb nowego piekarza smakuje doskonale, ale niestety ta sielanka nie potrwa długo...Jego niewierna żona ucieka wraz z pasterzem. Aimable nie wierzy w zdradę żony tłumacząc jej ucieczkę wyjazdem do matki. Jednak pozostali wioskowicze nie są tak naiwni. Piekarz popada w depresję i nie chce wypiekać chleba, gdyż robił to tylko dla żony. Aby znów poczuć zapach i smak świeżutkiego chleba cała wioska musi się zjednoczyć, lecz nie będzie to takie łatwe dla co poniektórych bohaterów takich jak ksiądz i nauczyciel antyklerykał. "Żona piekarza" nie jest zwykłą książeczką. Jest to opowieść z przesłaniem. Uczy wybaczać, pokazuje siłę miłości i to jak w obliczu nieszczęscia potrafimy się zjednoczyć dla wspólnego dobra. Pokazuje wiele, tylko trzeba to dostrzec i wziąć sobie do serca. Książka w formie dramatu sprawia, że czyta się ją z niesłychaną szybkością, łatwością i przyjemnością oczywiście. Przenosi nas do prowansalskiej sennej wioseczki o sielskiej atmosferze i zapachu chleba unoszączącym się wokół. Poznajemy całą gamę osobowości od wiernego piekarza do upartego nauczyciela. Wywołuje uśmiech na naszej twarzy i skłania do myślenia. Jest to niepozorna opowieść o bogatym wnętrzu. No i oczywiście kolejna piękna okładka w cudownych barwach, wykonana przez słynnego Sempego.
Blueberry


dodana: 17.11.2011

O co chodzi?

Nie wiem dlaczego książka ma Marcela Pagnol jako autora? OIMW taką książkę napisał Jean Giono, natomiast Pagnol jest reżyserem i scenarzystą filmu o tym samym tytule opartym na książce Giono.

Szanowny Panie,

Jean Giono jest, oczywiście, autorem opowiadania pt. "Żona piekarza", który to utwór - jak wspomina we wstępie sam Pagnol - stał się inspiracją dla scenariusza filmowego. Nie wydaliśmy tekstu Giono, lecz scenariusz, który powstał na jego podstawie - stąd Pagnol jako autor.

Mam nadzieję, że w ten sposób rozwialiśmy Pańskie wątpliwości co do autorstwa. Po więcej informacji odsyłamy do wstępu do "Żony piekarza".

Pozdrawiamy ciepło,
Wydawnictwo Esprit.

Sławomir Dąbrowski


dodana: 09.11.2010

Pagnol

Uwielbiam książki Pagnola! Czytywałam je kiedyś w oryginale i ciesze się, że wydawnictwo Esprit wydaje już drugą. ŻONĘ PIEKARZA przeczytałam z ogromną przyjemności, tym bardziej, ze jest pięknie wydana. Dziękuję wydawcy i czekam na następne książki.
Jagoda


dodana: 02.10.2010

Historia zwyczajnej miłości.

Cóż, zgadzam się, że książka napisana świetnie. Lekka, zabawna opowieść o godzeniu się z życiem i jego zwyczajnością. Temat trudny, a podany tak, że nie powoduje uczucia ciężkości, czy bólu żołądka. Tyle tylko, że ja ciągle nie wiem, czy ta historia dobrze się kończy. Kocica Pomponeta już nie odejdzie od kota Pompona. Ale może dlatego, że już nie uwierzy, że to możliwe... "Piekarz: Ale wracając do młodych mężczyzn, niech pan sobie wyobrazi, że dwa dni przed ślubem ona mówi do mnie - Aimable, muszę cię uprzedzić, że zanim cię poznałam, miałam kochanka. Może się pan domyślić, jak to mną wstrząsnęło. Mówi mi - to był chłopiec z okolicy, wysoki, ładny, w dobrej sytuacji. Wspaniale tańczył. Pytam ją - gdzie on teraz jest? A ona na to - umarł. I tak było. Powiedziała to spokojnie, chłodno, miała w głosie coś lodowatego. Wtedy postanowiłem, że jednak się z nią ożenię, bo pomyślałem sobie - Aimable, nic nie ryzykujesz. On umarł, to znaczy, że na pewno jesteś od niego ładniejszy." (str. 102) Jeśli ktoś ma jakieś myśli na ten temat, to bardzo proszę o komentarz: http://peanutgirl-hedonistka.blogspot.com/
PeanutGirl


dodana: 23.09.2010

"Żona Piekarza"

Do małego francuskiego miasteczka przybywa piekarz wraz z młodszą od niego, piękną żoną. Miasteczko to jest sympatyczne, trochę senne, a atmosfera ciepła i przyjemna. Największymi problemami mieszkańców są rodzinne kłótnie. Przychodzi dzień, kiedy piekarzowa ucieka z przystojnym, młodym pasterzem. To wydarzenie powoduje zamieszanie i katastrofę, ponieważ piekarz upiera się, że nie upiecze nawet jednego bochenka chleba, dopóki nie ujrzy żony z powrotem. Bardzo prosta historia. Cała ta książka jest jednak napisana w tak niezwykły i ciepły sposób, że odnosimy wrażenie, iż czytamy baśń dla dorosłych. W pewnym sensie tak jest - lektura ma wiele z tego gatunku, na przykład szczęśliwe miasteczko czy prości ludzie, którzy są sympatyczni nawet wtedy, gdy się kłócą, jednocześnie paląc się do pomocy innym. Autor świetnie ukazał jedną z rzeczy, o których w życiu codziennym zazwyczaj zapominamy, a która występuje w nim.. praktycznie cały czas : przywiązanie. Przywiązujemy się nie tylko do ludzi, ale także do zwierząt, przedmiotów istotnych w naszym życiu (na przykład książek) czy do budynków (miejsca zamieszkania, szkoły). Marcel Pagnol wybrał to pierwsze - przywiązanie do drugiego człowieka, przywiązanie piekarza do swojej żony. I nie tylko to. Pokazuje również moc kompromisu. Spójrzcie sami : mieszkańcy, których rodziny żyły w kłótni z pokolenia na pokolenie, wybrali zgodę, aby osiągnąć jeden, wspólny cel. Wszystko to napisane językiem niezwykle lekkim. Kolejnym plusem w powieści są bohaterzy, o których napisałam trochę akapit(ewentualnie dwa akapity) wyżej. Są to bardzo przyjemne, proste postacie, do których czytelnik od razu budzi sympatię. Dajmy na to, taki Piekarz : człowiek poczciwy, pracowity, ale i trochę naiwny, wmawiając sobie od początku, iż jego żona - piękna Aurelia - absolutnie go nie zostawiła, a wyszła do ogrodu, kościoła, wyjechała do matki. Szukał błędów tylko u siebie, nie mając do Aurelii żadnych pretensji - nie potrafił, a może nie chciał spojrzeć na sytuację obiektywnie. Aha, wypadałoby również poinformować wszystkich nieświadomych o bardzo istotnej rzeczy - książka ta nie jest powieścią, napisana w formie dramatu, dzięki czemu czyta się ją błyskawicznie, nie mówiąc już o tym, iż wciąga maksymalnie. Jeśli macie ochotę na nieco staroświecką, a z pewnością niecodzienną opowieść o miłości - polecam gorąco. Warto.
Weronika Król (Hiliko)


dodana: 27.07.2010

Przekrój społeczeństwa - piękna książka

Przeurocza książka ukazująca całą gamę ludzkich wad i zalet. W skondensowanej formie autor podaje nam obraz małego miasteczka, a w nim wiele typów ludzkich. Pewien piekarz ma śliczną żonę. Wszyscy mu to mówią, że ona taka piękna, on to wie i z przyjemnością przyjmuje komplementy. Zauważyliście? On przyjmuje! Niestety, nie dostrzega, biedaczysko, że żona jakaś taka mało komunikatywna, właściwie tylko odmrukuje mu coś tam, nic nie mówi, jemu to nie przeszkadza. W swej naiwności nawet nie zauważa, że żona zniknęła wieczorem w piekarni z młodym pasterzem i coś długo światła nie włączają. To jeden aspekt książki - piekarz nie widzi żony jako człowieka, tylko jako piękną ozdobę swojej piekarni, która przyciąga klientów. Ale to nie znaczy, że jest gruboskórny, bo gdy żona znika nagle pewnego ranka, on nie myśli, tak jak sąsiedzi, że ona go zdradziła, że jest grzesznicą, że jest zła, że zasługuje na potępienie. Nie, on się martwi, czy aby Aurelia nie zmarznie, czy nie jest głodna, czy może czegoś jej nie potrzeba - troska o jej szczęście i wygodę przesłania mu wszystko. W utworze jest dużo obrazów - kobiety ze wsi, co one myślą, jak się zachowują, czy zazdroszczą pięknej Aurelii, czy są zawistne, czy może współczujące i ją rozumieją? A postaci księdza i proboszcza - świetnie oddani typowi przedstawiciele swoich profesji. Albo stosunki sąsiedzkie - zadawnione kłótnie, gdzie już właściwie nikt nie pamięta, o co pradziadkowie się pokłócili, ale potomkowie kontynuują tradycję nierozmawiania z sąsiadem z godną podziwu wytrwałością. Naprawdę świetna książka. Napisana w formie dramatu, ale czyta się jednym tchem i wciąż z uśmiechem. Polecam wszystkim:)
Joanna Gołaszewska http://kalioczyta.blogspot.com/


dodana: 12.07.2010

Gdy zabraknie chleba w mieście

"Żona piekarza" należy do tych niewielkich i niepozornych książeczek, do których ma się ochotę wracać, które zostają w pamięci i które poleca się znajomym. Co mnie skusiło, żeby po nią sięgnąć? Po pierwsze rysunek Jeana - Jacquesa Sempe na okładce (to ten od Mikołajka). Po drugie: opis z tyłu książki. Informuje on, że jest to opowieść o tym, jak do niewielkiego miasteczka w górach wprowadził się piekarz wraz ze swoją piękną, młodą małżonkę. Małżonka ta głęboko spojrzała w oczy urodziwemu pasterzowi... i odjechała z nim w siną dal na białym koniu (no dobrze: nie wiem, czy był biały, ale pasuje mi tu ten kolor). Piekarz tymczasem popadł w taki smutek i przygnębienie, że przestał piec chleb... i zrobił się problem. Bo skąd wziąć chleb, skoro do najbliższego miasteczka trzeba pokonać 12 km górzystego terenu? Marcel Pagnol (którego popularność we Francji podobno można porównać do popularności Rene Goscinny'ego) przedstawia całą galerią uroczych dziwaków, którzy nie odzywają się siebie, bo nie odzywali się ich ojcowie i dziadkowie. Prowadzą absurdalne spory, mają własne uprzedzenia, są lekko zacofani... ale w obliczu wielkiego nieszczęścia jakie ich spotkało (brak chleba) i nieszczęścia piekarza (brak żony), jednoczą się we wspólnym działaniu. Cała osada rozpoczyna akcję przyprowadzenia piekarzowi piekarzowej. I na tej płaszczyźnie jest to historia o pokonywaniu uprzedzeń i stereotypów - po to, aby osiągnąć wspólny cel. Najbardziej jednak wzruszyła mnie postać piekarza, który nie dopuszcza do siebie myśli, że żona przyprawiła mu rogi. Jest w tej wierze wzruszająco naiwny i śmieszny, ale przy tym też lekko... tragiczny. Dla mnie opowieść ta nosi cechy przypowieści o dobrym pasterzu, który cieszy się z powrotu nawróconej owieczki, chociaż dla obu stron nie jest to powrót łatwy. To, co mnie w książce urzekło, to sposób, w jaki przedstawione zostało uczucie. "Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest, nie unosi się gniewem" - to dokładnie ten klimat. Jest to rzadkie we współczesnej literaturze, postawa piekarza może śmieszyć, ale mnie przede wszystkim wzruszyła. I mam nadzieję, chociaż w książce to nie pada, że teraz małżonkowie będą żyli długo i szczęśliwie :) Gorąco polecam! I jednocześnie żałuję, że raczej nie będzie mi dane zobaczyć filmu pod tym samym tytułem, który powstał już w 1936 roku i który należy do klasyki francuskiej komedii.
Ania Kutela (slowoczytane.blogspot.com)



« wstecz
Wydawnictwo Epika
      1 / 2      

Poznaj regulamin konkursu "Kup ksiażki i wygraj pielgrzymkę do Ziemi Świętej"
Przeczytaj program Wydawnictwa Esprit na Targi Książki w Krakowie 2016! Spotkajmy się!
>> 0

Co mi się spodobało w tej książce, to wielowątkowość. „Skrzydła…” na pierwszy rzut oka są powieścią o miłości, ale jeśli przyjrzymy się dokładniej, dostrzeżemy w niej motyw wyboru. Wybór między jednym mężczyzną a drugim, między szczęściem swoim a szczęściem ojca, między uprzedzeniami starej niani a chęcią otworzenia się na nowe religie.

Religia jest tutaj właściwie tłem – wokół niej kręci się cała akcja. Byłam w ogromnym szoku, czytając o tym, jak wzajemnie traktowali się w tamtych czasach protestanci i katolicy. Choć nie należę do bardzo religijnych osób, to niezmiernie dziwiło mnie, że katolicy przedstawiani byli jako pomiot Szatana i największe zło na świecie. Ów religijny wątek nadaje książce poważnego, kontrowersyjnego charakteru i momentami przesłania wątek artystyczny.


Aby otrzymywać informacje o nowościach i promocjach naszego wydawnictwa, wpisz się na listę:
 
Wpisz się do newslettera!